strona główna archiwum shoutbox księga gości divlog
shoutbox
Closed due to AIDS
nieróbdzień
Czyli olewamy wszystko, co olać można.
Jakiś czas temu postanowiłem wprowadzić takie dni, kiedy to przeziębiłem się — jak zawsze, kiedy pś chciała odpocząć. Zamiast tego inny pomysł: kilka dni w miesiącu, kiedy to poza afkami i wizualizacjami nie muszę robić nic.
Tak więc dzisiejszy nieróbdzień spędziłem w 90% w swoim pokoju (najodleglejszym od wszystkiego na farmie). Oglądałem śmieszne obrazki, gadałem na gg, budowałem zamek w Minecrafcie.

Bo czasem jest potrzeba lenistwa, i kiedy wyleni się wystarczająco długo (ale zachowując świadomość! przynajmniej na tyle aby zauważyć kiedy lenistwo stanie się nieprzyjemne) to pojawia się inspiracja do działania, na którą normalnie trzeba by czekać dłużej.

Heh, chyba w ogóle powinienem sobie stworzyć jeden dzień w tygodniu bez ludzi.
Dear diary...
2011-02-23 22:31:11
skomentuj 0
jak dobrze że jest ta kategoria
Brakuje mi słów.
Nie w potocznym tego wyrażenia znaczeniu — mój słownik ma się w miarę dobrze. Po prostu brakuje mi ich towarzystwa, tęsknię za nimi, I long for them — co ciekawe w duńskim jest prawie to samo wyrażenie, jeg l?nge p? (dem? chyba). Ano tak, samodzielnie uczę się nieco duńskiego skoro już tu wróciłem.
Ale — słowa. Najtrudniejszy jest ten moment kiedy utykają gdzieś między nieskończoną głębią, która szuka wyrazu, a banalnością codziennych zdarzeń. Tak, wydarzyło się kilka bardzo fajnych rzeczy, ale nie o nich chciałem pisać. Wyrażać, a nie byle opisywać.

Może nie tylko banalność staje mi na drodze, może jeszcze przeszkadza niewyćwiczenie. Nie pisałem długo, za długo, i teraz ciężko przychodzi mi sklejanie pojedynczych skrawków myśli i zdań.

A może inny pomysł :)
przepraszam że tak długo nie pisałem
2010-05-29 20:57:11
skomentuj 0
depresyea
Zaczynam czerpać przyjemność z tej mojej depresji.

Wiecie, to trochę jak kiedy walniecie się w kolano i tak bardzo boli, że nie możecie przestać się śmiać.

Depresja powoduje, że człowiek jakoś tak się kurczy wewnętrznie i z czasem coraz mniej ponlemuje. I gdzieś na końcu jest ten punkt, kiedy chcesz tak mało, że nagle wszystkie potrzeby masz zaspokojone.
Dear diary...
2010-05-05 22:52:49
skomentuj 2
guh
Dzisiaj praktycznie cały dzień spędzony na grygraniu i filmach. "Tak jakoś" mi uciekł.
A teraz patrzę a tam buteleczka melisalu nietknięta od rana.

Junkie indeed :P
Dear diary...
2010-01-12 20:51:21
skomentuj 1
mizantropii część trzecia i może ostatnia
Prosty test jaką masz karmę:
Rozejrzyj się wokół siebie, spróbuj znaleźć jakąś mapę lub globus, zapamietaj co zobaczyłeś. Potem znajdź kalendarz, również zapamiętaj.
Interpteracja wyników:
Jeśli wyszło ci że jesteś na Ziemi na początku XXI wieku... Współczucie! Nieno, serio, musiałeś coś nieźle spieprzyć żeby wylądować w tej kolonii karnej. To jak początki kolonizacji Australii, tylko zamiast jadowitych pająków i węży masz kretynów. Za to więcej. I to ile więcej!

W dalszym wywodzie wyrządzę ludzkości wielką przysługę: nie wezmę pod uwagę najgłupszych 90%. Odetnę wszystko poniżej, powiedzmy, 120 IQ. Do geniuszu jeszcze spory kawałek, ale też spory od przeciętności. Więc odłożę na bok ludzi chłonących różne klany czy jackassy i zajmę się tylko czubkiem góry lodowej, samym szczytem rasy ludzkiej.
Tu jedno spojrzenie wystarczy by ogarnąć te światłe masy i zakrzyknąć: ja pierdolę! Boże, czemu?!

Przeważająca ilość ludzi w naszych czasach charakteryzuje się pewnym zawężeniem perspektyw, spowodowanym przez trzymanie głowy we własnym odbycie. Choć nie do końca tłumaczy to zaburzenie perspektywy które posiadają, to doskonale wyjaśnia ich obsesyjne zainteresowanie bezwartościowymi gównami.

Przykład pierwszy (opisujący przypadek pierwszy): dlaczego, durna pizdo, zależy ci bardziej na tym żeby wygądać jak Audrey Hepburn niż żeby poukładać sobie w środku?! Ah, bo środek jest tylko pojemnikiem na dym stylowych papierosów i stylowe drinki. (Nie powiem, że tym miejscem w które inni się spuszczają, bo ewidentnie potrzebujesz żeby ktoś cię przeleciał -- przynajmniej na jakiś czas zakneblował by ci tę wiecznie kłapiącą paszczękę!) Jeśli chcasz mojej opinii, to wygladasz jak wytapetowana masa kompleksów na szczudłach, która wiecznie wypuszcza z siebie chmury śmierdzących gazów. Wioniesz tym w stronę każdego z potencjalnych rozmówców w nadziei że zwróci na ciebie uwagę. I wtedy staje się cud! On odpowiada, a wtedy sama znajdujesz się w oparach odchodów gotowanych w moczu! Teraz zaczyna się prawdziwa magia połączenia międzyludzkiego: będziecie próbować przesmrodzić jedno drugie, w nadziei że uzyskacie dodatkową uwagę. Oczywiście do tych waszych zakutych pał żadną miarą nie trafi, że moglibyście to osiągnąć wnosząc coś wartościowego do życia drugiej osoby. O wiele ważniejsze są te wasze kloaczne perfumy, te wyziewy owrzodzonych wnętrz, poubierane w słowa mające spodobać się podobnym wam ludzkim wysypiskom!
A teraz, durna pizdo, posłuchaj chwilę bo zrobię jednozdaniową przerwę od tego co pokazujesz i zamiast tego skoncentruję się na tym kim jesteś. Widać że jesteś inteligentna i widać że jesteś wrażliwa (gdybyś przestała skupiać się na najprymitywniejszych przejawach ludzkiego ducha -- tak, tym jest ten twój gloryfikowany ból), że wystarczyłoby abyś zrobiła coś z tym co w tobie jest "nie tak". I w tym punkcie cała twoja (daj Boże) ludzka wspaniałość rodzi, zamiast najczystszych idei, jedynie te skisłe upławy.
Ale jeśli cztery z pięciu narządów zmysłów znajdują się w dupie, czego lepszego można oczekiwać?

Przykład drugi (opisujący przypadek drugi): gratuluję twórczości, tępy chuju! Stworzyłeś komiks. Ba, nie byle jaki komiks -- inteligentny, wrażliwy, czasem dekadencki, ironicznie pokazujący całą niesprawiedliwość świata. Przepraszam, jeśli mógłbyś na chwilę przerwać polerowanie pały i posłuchać tego co mam do powiedzenia: świat nie kończy się na tych większych dzieciakach, które w podstawówce kręciły ci wora. Właśnie wyzwoliłem twój umysł. To takie proste, powtarzaj za mną: świat nie ukręcił mi wora. I jak się z tym czujesz?
Oczywiście nie liczyłem że trafi. Przecież nie robisz tego wszystkiego aby tak naprawdę coś przekazać. Problem podobny jak u koleżanki wyżej: niedoruchany. Tyle tylko, że prawdopodobnie nie zdołał byś odnaleźć cipki nawet używając namierzania laserowego, ty zwisie dyndający.
A, pamiętasz tego "fura, skóra", którego sparodiowałeś w piątym odcinku? Wygrzeb spod stosu starych chusteczek za łóżkiem tę pozostałość ludzkiej godności i przyznaj się: robisz dokładnie to samo! Tylko, uważając się za żałosną namiastkę samczości, tak też postępujesz. Ci "puści" paradują pokazując swoje mięście, ty, jako "głęboki" paradujesz z tym swoim zwiotczałym przyrodzeniem, niczym jakiś zgrzybiały ekshibicjonista z jajami wiszącymi u kolan. Twoje przejęcie losem świata tak naprawdę nie sięga poza twój pokurczony żoładź, który tak rozpaczliwie chcesz wepchnąć w pierwszą chętną dziurę!
I to wszystko gdy tak naprawdę mógłbyś wziąć tę swoją obsesję -- pamiętasz, ukręcenie wora -- i najzwyczajniej w świecie coś z nią zrobić żeby pozbyć sie tego kompleksu. Nadal zajmowałbyś się sobą (ewidentnie najciekawszym dla ciebie obiektem w galaktyce) a być może wreszcie byłbyś w stanie uczynić podziwianie twojej "sztuki" czynnością przyjemniejszą i bardziej estetyczną niż rozdzielanie kukurydzy od marchewki w krawężnikowej rzygowinie.

Czas na smutny morał, panowie i panie: to nie nastąpi. Bo ani durna pizda, ani tępy chuj nie spróbują wyciągnąć głowy z dupy i wykorzystać swoich talentów w jakikolwiek twórczy sposób. Dlaczego? Bo świat jest pełen durnych pizd i tępych chujów, a oni potrafią docenić nic innego niż swoje rzygowiny.

Czy po tym wszystkim mogę dać morał pozytywny? Tak. Bo wreszcie ta jedna na sto d. p. czy t. ch. oleje wreszcie ten lęk przed niedocenieniem przez sobie podobnych i postanowi się wyrwać, nawet za cenę bycia jedyną taką na świecie. I kiedy tego już dokona, nagle zauważy że są inni którzy myślą podobnie. Owszem, niewielu, ale tu jeden wystarczy za stu dawnych. Ponieważ wtedy pozna tajemny smak prawdziwego porozumienia. I ten smak będzie wiazał się z pożywieniem, prawdziwym pożywieniem, za którym umierała w swoim dawnym świecie lizania przez szybę.
patrząc z pewnej odległości
2010-01-11 12:28:38
skomentuj 1
o ogólnie pojętej ludzkości cd
"You see, we are here at the same point again where you, the fucking peon masses, can once again ruin anyone who tries to do anything because you don't know how to do it on your own! That's where we're fucking at! Once again the useless wastes of fucking flesh that has ruined everything good in this goddamn world! That's where we're at. Hitler had the right idea! he was just an underachiever! Kill' em all, Adolf! All of 'em! Jew, Mexican, American, White, kill 'em all! Start over! The experiment didn't work! Rain forty days, please fucking rain to wash these turds off my fucking life! Wash these wastes of human flesh and bone off this planet!"
(Bill Hicks, wkurwiony)
patrząc z pewnej odległości
2010-01-10 12:29:58
skomentuj 0
Pantofelek
Pantofelek

Dzieci są milsze od dorosłych
zwierzęta są milsze od dzieci
mówisz że rozumując w ten sposób
muszę dojść do twierdzenia
że najmilszy jest mi pierwotniak pantofelek

no to co

milszy mi jest pantofelek
od ciebie ty skurwysynie

(Andrzej Bursa)
patrząc z pewnej odległości
2010-01-05 13:08:21
skomentuj 2
sylwester srylwester ;)
Nie pomyślałem wcześniej o aranżacjach sylwestrowych i w zasadzie jedyną opcją jaką miałem było obchodzenie go z S u T — co jeszcze może byłoby całkiem fajne, gdyby nie dziewczyna T, nazywana od teraz Neurotypowym Koszmarem Z Głębin. Już przez kilka lat nie spotkałem nikogo w stylu Neurotypowego Koszmaru Z Głębin i zapomniałem że tacy ludzie mogą egzystować wokół mnie... Brr.
W każdym razie nie miałem szczególnej ochoty obchodzić sylwestra, więc skontestowałem go, włożyłem zatyczki i poszedłem spać :P A co, nie jestem jakimś kalendarzem biologicznym :P

W każdym razie w samegoż sylwestra doszedłem do bardzo ciekawych wniosków na swój temat, dotyczących nadużywania mózgu w dziedzinach w których się totalnie nie sprawdza. Mózg powininen działać lokalnie, bo globalnie kiepsko mu to wychodzi. A tak może sobie obejrzeć film, albo kwiatka, albo posłuchać muzyki, albo poczytać książkę i się tym cieszyć — zamiast próbować przewidzieć i ogarnąć coś, czego nie jest w stanie, czyli świat w jego ogólności lub choćby moje życie w całym jego przebiegu.

Ah, i wróciłem do Melisalu. Kilka dni później — błogość :) Ha, nic dziwnego. Tak zachwalam innym ten Melisal, a nie biorę pod uwagę że może u mnie po prostu pozwala otworzyć sie na to co już mam przepracowane, czyli czucie się dobrze tu i teraz. Kurde, przez kilka dni tak latałem w siódmym niebie że nie potrafiłem sobie znaleźć miejsca ;) Dodatkową zaletą jest że idzie łatwo rozdzielić napięcie płynące z ciała od napięcia z umysłu, i wreszcie, zamiast dłubać się z pierwszym, uzdrowić drugie.

Co idzie całkiem sprawnie :)
Teraz tylko zobaczyć "co lepiej"...
Dear diary...
2010-01-01 09:05:02
skomentuj 1
when you are done
Carry on my wayward son
There'll be peace when you are done


Wczoraj zrozumiałem czemu tak bardzo lubiłem — i jeszcze czasem lubię — chodzić do B. Wszystko sprowadza się do spokoju. Mimo innych niefajności to jedyne miejsce gdzie nerwica mnie nie dogania.
Zobaczyłem że ostatnie kilka lat cały czas uciekałem. Czasem nawet całkiem skutecznie: jakikolwiek mój rozwój dokonywał się gdzieś tam, poza mną.

Ostatnie warsztaty ruszyły mocno temat tych ucieczek. (Na tyle że jedno zrozumienie wydało się takim kiepskim retconem. Ale w życiu stawiam korzystną fabułę ponad dobrze napisaną, więc wszystko jest w porządku ;) Potem podgryzałem go dalej — trudne, bo strasznie wszystko było ze sobą połączone.

To wszystko wystarczyło jednak aby dziś po raz pierwszy wrócić do siebie. Widok taki sobie: kilkuletnia ruina bez okien i drzwi. Od jakiegoś czasu nosiłem się z renowacją, kiedy tylko jakoś znajdą się odpowiednie środki żeby to wszystko dało się zrobić za jednym zamachem, bo absolutnie nie chciałem tu spędzać czasu w takim stanie. I jakoś się nie znajdowały, i jakoś zawsze nomadowałem gdzie indziej. Z dala od tego czarnego piekła emocji, burzy lęku i ruin dawnej otwartości.
Tym razem było inaczej: zamiast szyb wstawiłem grubą folię, aby przestało wiać. Postawiłem piecyk, napaliłem, odgarnąłem nogą z podłogi nieco gruzu i ułożyłem się tam z karimatą.
Nie wieje, nie jest już zimno. W zasadzie nie ma nic więcej, ale to już i tak dużo.

Lay your weary head to rest

Don't you cry no more


muzyka: Kansas
interiority
2009-12-07 21:15:58
skomentuj 0
przeciętność
"Księżyc w nowiu" pobił jakieś tam rekordy za najbardziej kasowy weekend premiery czy coś. Urodziła się z tego rozmowa, która nie dawała mi dzisiaj rano spokoju.

Może rzeczywiście jestem uprzedzony, zbytnio polegam na opiniach innych. A film przecież nie jest taki zły, zwłaszcza wiadomo że do jakiej grupy wiekowej jest skierowany. Rzeczywiście nie jest zły: 4.7 na IMDB to o 0.3 więcej niż "Efekt motyla 2". Ale ten będzie w kinach, i przecież tak wielu ludzi go widziało, więc przecież...
Nie nie nie nie, stop, zatrzymaj się, oddech.
Aaa, to gówno!

"No ale czy możesz tak powiedzieć, skoro nie czytałeś ani nie widziałeś? Uprzedziłeś się."
Cóż, jeszcze nigdy nie spaliłem kota żywcem, ale mam na ten temat dość wyraźne zdanie. Może bardzo opieram się tu no opiniach innych i intelektualizowaniu, a za mało na doświadczeniu.

Mogę sobie wyobrazić sytuację w której będę tak znudzony że postanowię przeczytać np "Zmierzch". Wtedy najpewniej jako alternatywę wytnę sobie otwór w brzuchu i pobawię się własnymi jelitami. Współczynnik przyjemności wydaje się taki sam, a mniej bólu :P

Ale, przechodząc do rzeczy: miałem kilka podobnych rozmów wcześniej i one również nie dawały mi spokoju. W poprzedniej stwierdziłem że z kimś mam niezbyt korzystną znajomość, na co padło pytanie: "Czy każda znajomość musi być korzystna?" Cóż, nie musi.
– A czemu tak właściwie do mnie wpadłeś?
– W sumie początkowo miałem inne plany, ale nie mogłem znaleźć skalpela.

Odpowiedź, która dotarła z pełną mocą dzisiaj, jest prosta:
nie obchodzi mnie przeciętność.
Po prostu. Nie ważne czy chodzi o klocka Szatana z przyczepionym tytułem czy o kogoś z kim wypada się spotkać, bo to przyjemniejsze niż włożenie ręki do wrzącego oleju. Nie obchodzi mnie przeciętność, szarość, bylejakość. Nie obchodzi mnie coś co nic nie wniesie do mojego życia a będzie mnie kosztować czas.
– Wszystko w porządku? Wyglądasz na nieco znudzonego.
– Hmnpthh-co? Nie nie, ja tylko daję odpocząć oczom. I szyi. I, eee, chyba mam coś na gardle.

Nie rozumiem tego, może jestem aspie :P Ale o ile jeszcze jestem w stanie zrozumieć przełamywanie niechęci czy urazu aby spotkać się z kimś ciekawym albo zobaczyć coś ciekawego... Ale gówno?
– Rzeczywiście, myliłem się! Po wydaniu równowartości dwóch godzin pakowania płyt na dojazd i kolejnych dwóch aby spędzić półtorej godziny na oglądaniu, zauważyłem że są fajne miejsca. Znaczy tak za połową, gdzie przechodzi w głębszy odcień brązu i ma 3-4 białe kawałki czegoś z prawej strony, ten moment był całkiem ciekawy! Jak dobrze że uwolniłem się od uprzedzeń!
– A tak, powiedział sporo bardzo ciekawych rzeczy! Np. "cześć", "i", oraz "ale"! Coś wspomniał jeszcze o "czy", ale nie zapamiętałem dokładnie o co mu chodziło. Następnym razem wezmę dyktafon.

Wiem że "coś" można znaleźć we wszystkim. Pytanie czy warto.
Moja odpowiedź: nie. Bo na znajdowanie tego czegoś trzeba poświęcić czas i energię, o których nawet nie pomyślało by się gdyby od początku szukać we właściwym miejscu i z właściwym człowiekiem.
Amen.
what makes me tick
2009-11-23 08:07:20
skomentuj 2
uczę się
patrzeć kiedy ludzie chcą słuchać.
I tylko wtedy mówić, choć gdzieś tam w środku chciałbym wierzyć że w innych sytuacjach też warto.

Alee...
Chyba lepiej teraz abym wysypał mniej ziaren, a na żyzną glebę. Taki przejaw szacunku do siebie, swoich słów i idei.
Dear diary...
2009-11-22 22:58:15
skomentuj 0
DISCLAIMER
EVERYTHING IN THIS BLOG MAY BE WRONG. BEST VIEWED WITH A CRT MONITOR :P