Archiwum -
powrót do strony głównej
II. Dwukwiat
Mój pierwszy kontakt z R polegał głównie na wizjach jego śmierci. Pozbawiony snu mózg cały czas podsuwał odczucie jakie dałoby zaciśnięcie rąk na jego krtani. Krtani, która była nie tylko głośna, ale i zdumiewająco kreatywna.
Była druga w nocy, prawdopodobnie czterdziesta szósta pobudka: oprócz chrapania miałem jeszcze dwie ważne ulice za oknem z szybami chyba specjalnie zaprojektowanymi w celu maksymalne przepuszczalności dźwięku.
W którymś momencie albo on się uciszył albo ja się poddałem, w każdym razie byłem chyba w stanie przespać do piątej, kiedy to obudziły mnie dźwięki jego wstawania.
To po mnie, pomyślałem. Czas na poranny kirtan, następne pół godziny spędzę przy gitarze. Myliłem się: R. nie potrafi grać na gitarze i nawet nie próbował.
Nigdy nawet nie podejrzewałem, że można fałszować na tamburynie.

Nieokreślony czas później spotkaliśmy się w drzwiach: ciemnawa karnacja, włosy w drobne sprężynki, broda, raczej szczupłej budowy. Przedstawiłem się.
Cześć, jestem R! Jakże miło jest Cię poznać!
Coś w jego intonacji powodowało że wszystko co mówił brzmiało jak wata cukrowa ze słodką polewą, nadziewana miodem z dodatkiem bitej śmietany. Podana na patyku w kształcie kwiatka o przynajmniej ośmiu kolorach.
Nie, to niemożliwe, musiałem się przesłyszeć. Spytałem skąd jest.
Ja? Cóż, jestem z Kalifornii, a Ty?
Słowa pozostawiły w powietrzu wielokolorowe gwiazdki, które ułożyły się w kształt motyli i odleciały. Różowy jednorożec z ciekawością zajrzał przez okno, po czym pogalopował po łuku tęczy.
A jeszcze kilkanaście minut temu zastanawiałem się czy nie jestem jednym z najmniej stereotypowo męskich mężczyzn w Organizacji!

Potem nastąpiło ważne: spacer. Pierwszy spacer TUTAJ, samemu. Poranne, chłodne powietrze. Niewielu ludzi. Wszystkie zmysły otwarte, przygotowane i chłonące. Połykanie śmiechu — pomyśleć że o mały włos siedziałbym teraz w Miasteczku! Budynki, sklepy, znak sikhijski na szyldzie, sklep z rowerami jeden i drugi, wejście w podwórko, kościół i mapet z plakatu pytający czy chcę posłuchać o Jezusie, plakaty, jakiś street art, inne skrzyżowania, szerokie drogi rowerowe, nowe, nowe, nowe nowenowenowe.
Umysł pełny wrażeń, trawiący i asymilujący je, powrót do Organizacji.

Gdy poszliśmy z R do muzeum narodowego miałem okazję poobserwować go w akcji. Porównanie do Dwukwiata może być na miejscu, R to taki Dwukwiat — po prostu pozbawiony cynizmu i doświadczenia życiowego. Jeśli mówi tęczami, to myśli czymś nie do wyobrażenia bez końskiej dawki mało legalnych środków. Fascynujące było obserwowanie reakcji ludzi na niego, i tego jak starają się rozszyfrować dokładnie to co ja jeszcze godzinę temu, po czym poprostu poddają się i płyną z prądem tej przedziwnej istoty.
Temat R dobrze podsumuje jego reakcja na wystawę mieczy:
Jejku, to są miecze! Myślisz że były używane do ataku... czy raczej do obrony?
...i to niedowierzanie w głosie, że ktoś mógłby naprawdę wykorzystać broń do celów ofensywnych :)

Jako że jest nieco po czasie, sama Kopenhaga będzie musiała nieco poczekać.
Dear diary...
2009-04-29 20:16:41
skomentuj 0