Znów zjechałem z torów.
Może działanie w kierunku marzeń było zbyt małe, zbyt późno. Już kiedy przestałem czuć to wewnętrzne połączenie.
I teraz jestem nigdzie. Bez żadnej drogi w kierunku. Nawet nie tyle w kierunku tego, co w kierunku po prostu.
Dlatego nie lubię takich poranków, kiedy bardzo chcę wyjść poczuć tę wolność, a po wyjściu stąpam ostrożnie. Bo kiedy rzucę kamieniem w górę, odbije się od niewidzialnego sufitu na czterech metrach. A kiedy zejdę ze ścieżki uderzę w niewidzialną ścianę.
Co gorsza ta ściana nie jest tam po to aby podążać wyznaczoną drogą, bo takiej nie ma. Quicksandbox.
Nie ma czarnego doła, bo wystarczy robić małe rzeczy i dół się odsuwa. Ale nie ma też żadnego połączenia z przyszłością, ani na zewnątrz ani wewnątrz. Jest tylko takie dzisiaj, czas do zabicia.
Chyba za bardzo czekam na aż coś się wydarzy, zamiast szukać wewnątrz siebie. Ale i wewnątrz siebie nie jest łatwo, stary pomysł z "podwyższę wibracje a wszystko samo się ułoży" jakoś aż tak nie działa. Z drugiej strony aż tak to tych wibracji nie podwyższyłem.
|
|
| przepraszam że tak długo nie pisałem |
|
|
|