Oto moja przestrzeń:
Jest w niej siedem materaców: na najwygodniejszym śpię, na kocu w delikatną zielono-pomarańczową szkocką kratę, pod zielono-szarym ciepłym śpiworem, na dwóch niebiesko-pomarańczowych jaśkach. Pozostałe materace są w dwóch stosikach po trzy. W mojej przestrzeni są dwa grzejniki, pod oknami w skośnym dachu, jedna kolumna w rogu pokoju, za którą stoją stłoczone instrumenty muzyczne. Jedynym meblem w mojej przestrzeni jest mała szafka wypełniona starymi kasetami magnetofonowymi, z podstawką na kadzidełka na wierzchu. W mojej przestrzeni jest jeszcze trochę rzeczy: lapek, ciuchy, parę książek -- wszystko to zmieściło się w plecaku i małej torbie podręcznej.
Moja przestrzeń będzie moją jak długo postanowię zostać tu na farmie.
Oto moja przestrzeń:
Jest w niej sześć lat, im dalszy rok tym rzadszy. Przeszkadzają mi nieco te lata, zbyt wielu ludzi może je przeczytać. Mało komu obcemu zbliżą moją postać, a mogą zbliżyć niektóre rzeczy ludziom zbyt znanym.
To dobry czas aby przykryć moją przestrzeń, więc tak też się stanie: wszystko przechodzi na poziom pierwszy.
Ciach, bo teraz przekraczam granicę, przemianę. Chyba już definitywnie skończył się depresyjno-dojrzewający kokon i właśnie prostuję i suszę moje świeżo wyrosłe skrzydła.
Oto moja przestrzeń:
Gra w niej Múm "We have a map of the piano", usłyszane przedwczoraj w Kalaczakrze. Tak dobrze wyraża... coś. Mnie? Może smutek?
A jeśli nawet smutek, to tylko dobrze. Mam dość tego jednego odczucia efemeryczności wszystkiego, na które składał się lęk, niepewność, smutek, niska samoocena, zdrada siebie... Dużo rzeczy. Efemeryda ta była tak znamienna dla większości czasu we Wrocławiu.
Więc niechaj stanie się smutek i przyniesie mi radość swoją prawdziwością. Niech tak znaczy tak, a nie znaczy nie, niech zniknie ten cienki foliowy cień który dotychczas zawsze kładł się przede mną na wszystko czego próbowałem dotknąć.
Oto moja przestrzeń :)