Po raz pierwszy od dawna czuję się dobrze i pragnę aby słowa płynęły.
Słowa... Czy przez to że blog zmienił swój charakter, z terapii odkłamującej na sposób informowania przyjaciół, dobór ich nie wpłynął na mnie w jakiś sposób? A gdybym nawet miał w kółko powtarzać to samo, że nie czuję się sobą, że jestem zablokowany... Przecież i tak byłoby to dobre!
No ale inny czas, inne miejsce. Dziś mija 45 dzień (z czterodniową przerwą) od kiedy jestem wolontariuszem na farmie-aśramie.
P. (P.), który przybył tu niedługo przede mną, powiedział wczoraj że jeszcze nigdy tak szybko czas mu nie leciał jak ostatnie dwa miesiące. Zgodziłem się z nim, jednakże tu czas leci... dobrze. Nieraz zdarzyło się że znikł mi we Wrocławiu miesiąc przez który w zasadzie nic się nie wydarzyło (vide zeszłe wakacje), a tu mimo że wszystkie dni są do siebie podobne (zwłaszcza teraz, kiedy oprócz krówek i palenia w piecu nie mam żadnych obowiązków) to jednak jest jakaś głębia, jakieś znaczenie. Niczym w medytacji lub przebywając z ukochaną osobą: cały czas jest odczucie ładowania baterii, że dusza przyswaja coś czego bardzo potrzebuje.
Zielone ładowanie baterii... Nie licząc S, nie doświadczyłem tego stanu od dobrych trzech lat. Co prowadzi do drugiego ważnego tematu, czyli czucia się sobą w ten najgłębszy, cudownie rozpuszczający sposób -- choćby jak niegdyś na sesjach rebirthingu, czy na niektórych spacerach. Przez cały ten czas to uczucie było zakazane: z jednej strony zbyt potężne w porównaniu z marnymi celami które sobie wymyśliłem, z drugiej przygniecione lękiem i nerwicą.
A teraz wraca i aż trudno mi znaleźć sobie miejsce. Odruch każe je rozproszyć, zużyć, zagłuszyć lub przynajmniej przemieszać ze śmieciami.
Co nie jest łatwe w takim miejscu :)
Łom bywa zdumiewająco przydatny w kotłowni.
Od przynajmniej trzech lat nie jeździłem na Chocobo :(
Mate poczęstował mnie jakimś super mlekiem 3,2%. Było jak woda o smaku mleka.
Dziś pierwszy raz spróbowałem otłuszczacza maxi (duży kubek prawdziwego mleka, łyżka miodu, duża łyżka masła). Pyszne!
Wziąłem lekcję medytacji. U Hindusa. Po angielsku. Siedząc na podłodze. Pełny klimat :]
Dziś trzeci dzień jesteśmy na farmie sami z P.
Laptopy są doskonałe również do komiksów (byli Watchmeni, teraz kończy się Sandman).
D. przed wyjazdem dał mi ostatnią ważną lekcję, którą właśnie przerabiam.
|
|
| kto to wymyślił te kategorie :P |
|
|
|
Myśl pierwsza: Mam w zwyczaju życzyć dziwnych pierdół na urodziny ludziom których kocham i z którymi jestem. I trochę się spełniają.
Myśl druga: Skutkiem ubocznym niegolenia się od dwóch miesięcy jest niemożność zapuszczenia się kiedy jest taka ochota.
No cóż, umarł w kilka stron po dwudziestoparominutowej, niezaskakująco(witaj ponownie, prekognicjo)-zaskakującej(wiedzieć a doświadczyć) rozmowie. Też takiej trochę umierającej.
Będę mieć całe życie na medytacje, kirtany, spadające gwiazdy i, cóż, życie. Ale teraz pada deszcz, bo dzisiejsza noc należy do umierających.
Grzebiąc sobie na naszej-kaście znalazłem miłość(-stkę ;) z czasów ogólniakowych. Patrzę, patrzę... Kogo mi ona przypomina? Jakąś postać z filmu, która mi się podobała fizycznie, ale kto..?
Szóstka, z BSG. Szczęka na podłodze :____D
Ech, jakie te podobieństwa są ciekawe...
And Starbuck's basically a no brainer.
Tyle różnych emocji i stanów, a tak duże zmęczenie! Więc pójdą w niewypunktowanej liście:
Zdjęcia A, których może nie powinenem był zobaczyć,
połowa mnie żyjąca w tej ciepłej letniej nocy tego drugiego wrocławia,
ból serca w pociągu przy słuchaniu Air, zaiste "How does it make you feel",
a potem szaleńcze zapisywanie z drugiej strony ideochronu,
blogowanie z łóżka,
piękne kamieniczki Miasta i niepiękne kamieniczki Miasteczka,
decyzja o powrocie szczerości,
samodzielne włączenie ogrzewania w wagonie dla dwóch osób,
trzy znane twarze: pierwsza z radością, druga nierozpoznana, trzecia uniknięta,
powrót tutaj, z nowymi mydłami.
|
|
| kto to wymyślił te kategorie :P |
|
|
|