Archiwum - styczeń 2009
powrót do strony głównej
not ants
Uwielbiam internet!
Ba, powiem więcej! Uwielbiam poznawanie nowych ludzi przez internet, zwłaszcza w sposób pseudolosowy (nietypowy post na zwyczajnym forum, czy nietypowe ogłoszenie na zwyczajnej stronie).
I wymiany maili które są przepełnione ważnymi rzeczami, o których ci ludzie inaczej nigdy tak o by nie rozmawiali. A tu jest coś takiego na wejściu. Bez czymsięzajmujesz, ilemaszlat, jakiejmuzykisłuchasz (zupełnie jakby słuchanie podobnej muzyki oznaczałoby że znaleźliśmy "swojego"!).
Uwielbiam ten swobodny przepływ inspiracji i tę otwartość, kiedy osoba chroniona anonimowością może pisać to o czym w głębi zawsze chciała. I można jej odpisać podobnie, nawet jeśli maile nieco się rozminą to jest w porządku, bo nie komunikujemy się prozą a bardziej poezją: zamiast orzeczeń inspiracje, zamiast pytań marzenia.

I swego czasu, sweegoo czaasuu, mój blog spełniał podobną rolę. Potem weszło tu coraz więcej znajomych, ja też dojrzałem trochę ponad aktualną średnią wieku blog.pl ;) i chyba liczba idealistów w moim wieku z każdym rokiem się zmniejsza (pewnie już niedługo, podejrzewam że kto miał paść to padnie po trzydziestce, i od wtedy średnia zacznie rosnąć gdy ludzie będą się budzić). W każdym razie: brakuje mi tego, bo tego typu kontakty z "obcymi" ludźmi dodawały mi energii a życiu koloru.

Może kiedy skończę divloga.py z wielkim ficzerem w postaci możliwości rejestracji czytelników, nieco bardziej upublicznię swego bloga i co doda świeżej krwi? :)

Póki co potrzebuję motywacji ;)
what makes me tick
2009-01-13 11:21:23
skomentuj 1
update
Zebrało się materiału na kilka notek i, jak zwykle, poodkładałem je na tyle że już nie wszystko pamiętam.
Dobra, nie ma wymówek: jedziemy.

Przede wszystkim wróciło stare. Kiedy tylko zafascynowałem się django i gdzieś wewnątrz trafiło do mnie że może to być rozwiązanie w kwestii pracy, zaczęły się kłopoty ze snem. I medytacją. I Django. I czasem wolnym. I ze złością.
Nerwica wróciła z taką siłą, że zwątpiłem w cały mój pobyt tutaj. Sytuację rozjaśniła herbatka z melisy (organicznej, przydomowej ;), ale teraz wiem że samo z siebie Into the wild nic mi tutaj nie pomoże — nie kiedy nerwica opiera się na kwestiach przetrwania. Dziś też dosadnie zobaczyłem swój wzorzec "trzeba harować". OK, może i teraz nie ma za dużo pracy: przez 4 z 6 dni po 4 godziny, plus może z jedną codziennie na pierdółki w stylu pieca, ale czuję się tym już zmęczony a muszę to robić.
Bla bla bla...

Kwestia druga to że mój pobyt tutaj ma już ściśle wyznaczony koniec: wróci D, zobaczę się z nim i znikam. Pięć osób w domu to dla mnie trochę dużo, zwłaszcza jeśli jedna z nich musi codziennie niańczyć dzieciaka z kategorii superniania, sama tej kategorii nie będąc.
Nie tylko tłum mnie odstrasza, czuję że już chyba nic nie jestem w stanie nauczyć się od tego miejsca. Inspiracyjnie żyję między przyjazdami S a wyjazdami do innych inspirujących duszek. Trzy miesiące z człowiekiem tak, hmmmm, odprasowanym jak P odcisnęły na mnie swoje piętno. Nic dziwnego że z otwartymi ramionami przywołałem psychodelę jaką było "Tideland" Gilliama!
A dokąd pójdę? Nie wiem.
A co, wszystko muszę wiedzieć? :)
Dear diary...
2009-01-24 16:20:39
skomentuj 0
despiracja
Chyba wreszcie zrozumiałem K, kiedy jej się odechciewało mówić jak coś palnąłem.

Otóż doświadczyłem niesamowitego stanu i postanowiłem się nim z kimś podzielić.
I z perspektywy czasu, po jaką cholerę, to nie wiem :/

W każdym razie: doświadczyłem niesamowitego stanu, i nie mam ochoty się już nim dzielić.
...
2009-01-27 21:22:49
skomentuj 1