Archiwum - marzec 2009
powrót do strony głównej
o aspie, krowach i elfach
Przyjechała do nas bardzo sympatyczna para: P (jeszcze jeden) i A (nie pamiętam imienia, ale wygląda jak A ;) ze Szczecina. Tacy z mojej bajki ludzie, no i tacy mniej margowie (właśnie przegadaliśmy z półtorej godziny o coli, chipsach i czekoladzie ;). Z margami czasem rozmawia się ciężej, ale i tak o niebo lepiej niż z krysznowcami.
Anyway... A chciała zobaczyć krowy, więc zabraliśmy ją ze sobą na wieczorne dojenie. P (już lokalny, ten co zwykle) doił, ja sprzątałem i karmiłem (zamieniłem się od kilku dni, wcześniej doiłem cały czas). Reakcja A była standardowa ("jakie one wieelkie!" ;) i wkrótce zamieniła się w zachwyt, zwłaszcza kiedy zaczęła czesać Żabę, która momentalnie opuściła głowę w rozkoszy :)
Więc P sobie doił, A sobie czesała, Żaba się zachwycała, Malina (sąsiadka Żaby) szturchała A aby ją też poczochrała, a ja opowiadałem A o krówkach. Ciekawie było momentami obserwować siebie z boku, z jaką już pewnością podchodzę do nich ("A ty co Malina, znowu wydziwiasz? Nosi krówkę, co? Co?", tarmosząc ją za rogi i czochrając po grzywce ;), wywożę obornik czy macham widłami nakładając świeżego siana.
P, nietypowo jak na niego, odezwał się może z dwa razy.
I teraz patrząc z perspektywy czasu zauważyłem jedną rzecz: ja tam byłem. Rozmawiałem i opowiadałem na luzie i z radością, odbierając fale dziecięcej radości A i nadając na podobnych. Bo mimo że robię to już prawie 5 miesięcy, to nadal uwielbiam pracować przy krówkach (zwłaszcza jeśli powietrze pachnie tak cudownie jak dziś!), obserwować cudzą radość z obcowania z nimi i dzielić się nią.
A P. siedział cicho, załapałem to dopiero gdy wychodziliśmy. Ej, o co chodzi? Przecież to ja jestem ten chuderlawy aspie, a on ten wysoki i silny społeczny osobnik -- i to JA przegadałem tyle czasu, z wzajemnością?
Nie pierwszy raz tak było. P z każdym potrafi znaleźć temat (cecha ludzi neurotypowych którą podziwiam i nie rozumiem), tak długo jak ten temat jest wystarczająco... formalny? Natomiast tutaj było coś innego, coś co już nie raz doświadczyłem gdy byłem z P i Pa: kiedy rozmowa stawała się lekka, żywa i zielona -- P tracił zainteresowanie i co najwyżej się przysłuchiwał. Brak dziecka.
Po raz kolejny od 2-3 tygodni miałem potwierdzenie wartości dziecka, spontaniczności, otwartego serca. I co że nie potrafię rozmawiać na każdy temat -- kwadrans tej zielonej rozmowy jest cenniejszy niż trzy godziny rozmowy normalnoludzkiej! I co z tego że nie potrafię rozmawiać z każdym -- zielone rozmowy przynoszą inspiracje, rozmowy zwykłe co najwyżej wiedzę!
No dobra, i aż się prosi:
I co że nie potrafię żyć dorosłym życiem -- jedynie zielone życie jest warte czasu na nie poświęconego :)
what makes me tick
2009-03-06 20:45:14
skomentuj 1
Pa
Poruszyłem ważny temat ostatnio, mianowicie Pa.
Pa (nazwaną tak aby nie mylić z P), poznałem niedługo po przyjeździe tutaj. Bardzo sympatyczna, ale, no, marginka -- ze wszystkimi zawężeniami tematów jakie to powoduje. Czasem zdarzało nam się przegadać nawet z godzinę, ale dla mnie było to nadal nieco jak stepowanie po kruchym lodzie -- a przynajmniej szukanie twardszych miejsc.
Potem Pa i P poszli na spacer, coś czego P nigdy nie robi. Potem poszli na drugi spacer, a potem siedzieli pod drzewem. A potem Pa nie pojawiła się przez trzy miesiące.
"Przypadkiem" trafiłem w Tym Mieście na plakat "Tideland" Gilliama i od razu wiedziałem że chcę się na niego wybrać z Pa. Po czym -- zaprosiłem E :/ Z jakiej cholernej przyczyny -- nie wiem.
Świat na szczęście nie był tak głupi jak ja i okazało się że E w ostatniej chwili coś wypadło. Wziąłem więc numer od P (czy mi się wydawało, czy był niepewny gdy go dawał?) w przeddzień seansu i Pa momentalnie się zgodziła.
Cóż to był za seans i wyjazd! Momentalnie poczułem się w wirze Życia. Najpierw Pa pokazała mi lokalną czekoladownię, gdzie tuż po otwarciu drzwi przywitał ją jej portret. Potem odbyliśmy zaskakująco ciekawą i zaskakująco wiem-co-masz-na-myśli rozmowę. Potem, oglądając graffiti z krową, poznałem przesympatyczną Starszą Panią Z Guzikami, z którą momentalnie zacząłem się wygłupiać. Potem kupiliśmy piwo i truskawki w czekoladzie. Potem dołączyła do nas dziewczynka art deco i Sa. Potem wykorzystując owo piwo weszliśmy tylnymi drzwiami do kina. Potem wyszliśmy z kina (Sa: "Ale się... nażarłam obrazu!"), generalnie falując i nie mając wiele kontaktu z rzeczywistością. Potem Pa i art deco odprowadziły mnie na przystanek. Potem przetańczyłem i prześpiewałem te 15 minut z przystanku w rozpiętej kurtce, dopiero w domu uświadamiając sobie że było minus paręnaście. Potem zachwycałem się wszystkim na gg jaki to był niesamowicie wykręcony film i jak niesamowicie mi to ulżyło po przebywaniu trzy miesiące z człowiekiem tak wyprostowanym jak P.
Około dwóch miesięcy później usłyszałem nietypowe pukanie do drzwi mojego pokoju. Wielkim i pozytywnym zaskoczeniem była dla mnie Pa, cała w fioletach. Tym razem przegadaliśmy więcej i wymieniliśmy się numerami telefonów.
Kolejne spotkanie, w Tym Mieście, przy przepysznej czekoladzie, zaliczam już do nowych.
Nowe spotkania z Pa są jak z całkowicie inną osobą. Nie ma już margowych ostrożności: jest tylko radość, spontaniczność i wymiana inspiracji. Pa jest uosobieniem tym czego tu przyszedłem szukać w sobie: zieloności, otwarcia serca, elfikowatości, świeżości, zaufania. Patrzy na życie jak na baśń co przypomina że ja też tak powinienem robić, że inaczej życie wysycha.
No i chyba najważniejsze: pomogła mnie nakierować na nowy cel mojego życia :)

Z perspektywy teraz widzę że to najbardziej inspirująca znajomość jaką tu nawiązałem. I co ciekawe: ta osoba była tu od samego początku, ale nie byłem w stanie jej zauważyć.
over the next hill :)
2009-03-06 21:17:37
skomentuj 1
inspiracje leszkowizmami ;)))
[czyli zżynka totalna ;)]

"Podobne stany przeżywają osoby między 24 a 30 rokiem życia niezależnie od tego, czy się zajmują RD, czy nie. Po prostu następuje przekierowanie uwagi i działań. I wtedy to co było okazuje się jakieś nierealne. Najczęściej osoby w tym okresie przeżywają ogromne zagubienie i nie potrafią otworzyć się na duchowość, a najlepszy okres ku temu zaczyna się ok 28 roku życia.
To była uwaga ogólna.
Druga ogólna uwaga dotyczy specyfiki polskiej - otóż kiedy ludzie z achodu odreagują sobie presje, dostają skrzydeł do działania. Kiedy ludzie ze Wschodniej Europy odreagują sobie presje, przestaje im się cokolwiek chcieć. Dlaczego?
Bo na Zachodzie uwalniają się od presji ograniczających (nie wolno, nie wypada, nie da się), a na Wschodzie od presji zmuszających (musisz, trzeba, to twój obowiązek). Ludzie Wschodniej Europy są tak urzeczeni wolnością od obowiązków (bywaja nawet w wolnościowej ekstazie "wreszcie niczego nie muszę"), że nie zauważają przez dłuższy czas, że nie uwolnili sie JESZCZE od ograniczeń i zakazów!

A teraz szczegółówo:
Wiele osób, kiedy odreagowały sobie sztuczne (nieprawdziwe) motywacje i nakręcenia, wpada w podobny stan. I wtedy trzeba zacząć się przekierowywać. Motywacją już nie będą presje, przymusy, zachcianki czy chwilowe podniety, a PŚ jeszcze nie przyzwyczaiła się kierować intuicją oraz boską Miłością i Mądrością.
Tu np przydaje się afirmacja:
Wybieram radosne, szczęśliwe, zdrowe, miłe, spełnione życie na trzeźwo i przytomnie.
Lubię (wybieram) działanie na luzie i z przyjemnością."

Ano tak. Właśnie doświadczam pierwszego przedłużonego (przeziębieniem) pobytu pozafarmowego. Od czterech dni siedzę sobie w Miasteczku (czasem z przerwami na Wro) i nie jest mi źle, w gruncie rzeczy jest mi nawet, nawet.
Tyle że za bardzo nie wiem co dalej.
Wcześniej było to oczywiste: uciec stąd, byle dalej, do tego pełniejszego życia. Żeby nie utknąć, żeby nie wróciła depresja. A teraz wystarczy żebym siadł do medytacji i depresja się oddala... Nie muszę już uciekać przed tym miejscem, zwłaszcza że nie bardzo mam gdzie.
Był jeden pomysł, odpadł (nerwica).
Był drugi pomysł, odpadł (brak wiary).
Jest trzeci pomysł, i niech odpadnie (bo to leżenie brzuchem do góry).

Czyli wybór na teraz to albo zapierniczająco uciekać od siebie, albo robić coś czego się nie da, albo nie robić nic, pozytywnie. Dobry czas na tę afkę :)
over the next hill :)
2009-03-15 11:15:53
skomentuj 2