| Archiwum - październik 2009 |
|
|
Znów zjechałem z torów.
Może działanie w kierunku marzeń było zbyt małe, zbyt późno. Już kiedy przestałem czuć to wewnętrzne połączenie.
I teraz jestem nigdzie. Bez żadnej drogi w kierunku. Nawet nie tyle w kierunku tego, co w kierunku po prostu.
Dlatego nie lubię takich poranków, kiedy bardzo chcę wyjść poczuć tę wolność, a po wyjściu stąpam ostrożnie. Bo kiedy rzucę kamieniem w górę, odbije się od niewidzialnego sufitu na czterech metrach. A kiedy zejdę ze ścieżki uderzę w niewidzialną ścianę.
Co gorsza ta ściana nie jest tam po to aby podążać wyznaczoną drogą, bo takiej nie ma. Quicksandbox.
Nie ma czarnego doła, bo wystarczy robić małe rzeczy i dół się odsuwa. Ale nie ma też żadnego połączenia z przyszłością, ani na zewnątrz ani wewnątrz. Jest tylko takie dzisiaj, czas do zabicia.
Chyba za bardzo czekam na aż coś się wydarzy, zamiast szukać wewnątrz siebie. Ale i wewnątrz siebie nie jest łatwo, stary pomysł z "podwyższę wibracje a wszystko samo się ułoży" jakoś aż tak nie działa. Z drugiej strony aż tak to tych wibracji nie podwyższyłem.
|
|
| przepraszam że tak długo nie pisałem |
|
|
|
"How can it feel
This wrong?
From this moment
How can it feel
This wrong?"
(Portishead - Roads)
Oj, udały się weekendowe warsztaty.
Zeszło dużo kłamstw. W zasadzie to zeszły pozostałe kłamstwa, które zdołały przelecieć pod radarem w czasie wolontariatu.
Tyle kłamstw. Nic dziwnego że ciężko mi było pisać nawet gdy przestały działać na płaszczyźnie świadomej. A w środku, w środku jak najbardziej robiły swoje.
Brr. Wyjechałem z samooceną 8/10, wróciłem z 2,5/10 ;) Po dwóch dniach pracy nad sobą dotarła już do 4.
Jest niby smutniej, niby zdołowaniej, ale na pewno autentyczniej. I to na poziomach o których istnieniu całkowicie już zapomniałem.
Przestałem chyba wreszcie czekać na "coś". Warsztaty były poprzedzone dwutygodniową wpółzaangażowaną pracą nad sobą (najdłuższą taką od, no, dawna) i teraz już wiem że takie czekanie nie ma sensu. Nie ma co rozważać wiekami czy to dobra czy niedobra ścieżka, tylko należy nią podążyć i w razie potrzeby korygować kurs.
No i jak podejrzewałem, znów na warsztatach musiałem cofnąć się po swoich śladach, zrobionych jakiś czas temu z premedytacją. Ładne sobie stworzyłem otoczenie, nie ma co...
Otoczenie, jeszcze jedna niespodzianka. Obce warsztaty w obcym mieście, pojechałem sam. I znaleźli się bliscy :)
Nie muszę się już chyba tak przywiązywać do miejsca zamieszkania.
Nie bardzo wiem co by tu jeszcze napisać ;) Taka rozstrzelona notka wyszła.