Archiwum - styczeń 2010
powrót do strony głównej
sylwester srylwester ;)
Nie pomyślałem wcześniej o aranżacjach sylwestrowych i w zasadzie jedyną opcją jaką miałem było obchodzenie go z S u T — co jeszcze może byłoby całkiem fajne, gdyby nie dziewczyna T, nazywana od teraz Neurotypowym Koszmarem Z Głębin. Już przez kilka lat nie spotkałem nikogo w stylu Neurotypowego Koszmaru Z Głębin i zapomniałem że tacy ludzie mogą egzystować wokół mnie... Brr.
W każdym razie nie miałem szczególnej ochoty obchodzić sylwestra, więc skontestowałem go, włożyłem zatyczki i poszedłem spać :P A co, nie jestem jakimś kalendarzem biologicznym :P

W każdym razie w samegoż sylwestra doszedłem do bardzo ciekawych wniosków na swój temat, dotyczących nadużywania mózgu w dziedzinach w których się totalnie nie sprawdza. Mózg powininen działać lokalnie, bo globalnie kiepsko mu to wychodzi. A tak może sobie obejrzeć film, albo kwiatka, albo posłuchać muzyki, albo poczytać książkę i się tym cieszyć — zamiast próbować przewidzieć i ogarnąć coś, czego nie jest w stanie, czyli świat w jego ogólności lub choćby moje życie w całym jego przebiegu.

Ah, i wróciłem do Melisalu. Kilka dni później — błogość :) Ha, nic dziwnego. Tak zachwalam innym ten Melisal, a nie biorę pod uwagę że może u mnie po prostu pozwala otworzyć sie na to co już mam przepracowane, czyli czucie się dobrze tu i teraz. Kurde, przez kilka dni tak latałem w siódmym niebie że nie potrafiłem sobie znaleźć miejsca ;) Dodatkową zaletą jest że idzie łatwo rozdzielić napięcie płynące z ciała od napięcia z umysłu, i wreszcie, zamiast dłubać się z pierwszym, uzdrowić drugie.

Co idzie całkiem sprawnie :)
Teraz tylko zobaczyć "co lepiej"...
Dear diary...
2010-01-01 09:05:02
skomentuj 1
Pantofelek
Pantofelek

Dzieci są milsze od dorosłych
zwierzęta są milsze od dzieci
mówisz że rozumując w ten sposób
muszę dojść do twierdzenia
że najmilszy jest mi pierwotniak pantofelek

no to co

milszy mi jest pantofelek
od ciebie ty skurwysynie

(Andrzej Bursa)
patrząc z pewnej odległości
2010-01-05 13:08:21
skomentuj 2
o ogólnie pojętej ludzkości cd
"You see, we are here at the same point again where you, the fucking peon masses, can once again ruin anyone who tries to do anything because you don't know how to do it on your own! That's where we're fucking at! Once again the useless wastes of fucking flesh that has ruined everything good in this goddamn world! That's where we're at. Hitler had the right idea! he was just an underachiever! Kill' em all, Adolf! All of 'em! Jew, Mexican, American, White, kill 'em all! Start over! The experiment didn't work! Rain forty days, please fucking rain to wash these turds off my fucking life! Wash these wastes of human flesh and bone off this planet!"
(Bill Hicks, wkurwiony)
patrząc z pewnej odległości
2010-01-10 12:29:58
skomentuj 0
mizantropii część trzecia i może ostatnia
Prosty test jaką masz karmę:
Rozejrzyj się wokół siebie, spróbuj znaleźć jakąś mapę lub globus, zapamietaj co zobaczyłeś. Potem znajdź kalendarz, również zapamiętaj.
Interpteracja wyników:
Jeśli wyszło ci że jesteś na Ziemi na początku XXI wieku... Współczucie! Nieno, serio, musiałeś coś nieźle spieprzyć żeby wylądować w tej kolonii karnej. To jak początki kolonizacji Australii, tylko zamiast jadowitych pająków i węży masz kretynów. Za to więcej. I to ile więcej!

W dalszym wywodzie wyrządzę ludzkości wielką przysługę: nie wezmę pod uwagę najgłupszych 90%. Odetnę wszystko poniżej, powiedzmy, 120 IQ. Do geniuszu jeszcze spory kawałek, ale też spory od przeciętności. Więc odłożę na bok ludzi chłonących różne klany czy jackassy i zajmę się tylko czubkiem góry lodowej, samym szczytem rasy ludzkiej.
Tu jedno spojrzenie wystarczy by ogarnąć te światłe masy i zakrzyknąć: ja pierdolę! Boże, czemu?!

Przeważająca ilość ludzi w naszych czasach charakteryzuje się pewnym zawężeniem perspektyw, spowodowanym przez trzymanie głowy we własnym odbycie. Choć nie do końca tłumaczy to zaburzenie perspektywy które posiadają, to doskonale wyjaśnia ich obsesyjne zainteresowanie bezwartościowymi gównami.

Przykład pierwszy (opisujący przypadek pierwszy): dlaczego, durna pizdo, zależy ci bardziej na tym żeby wygądać jak Audrey Hepburn niż żeby poukładać sobie w środku?! Ah, bo środek jest tylko pojemnikiem na dym stylowych papierosów i stylowe drinki. (Nie powiem, że tym miejscem w które inni się spuszczają, bo ewidentnie potrzebujesz żeby ktoś cię przeleciał -- przynajmniej na jakiś czas zakneblował by ci tę wiecznie kłapiącą paszczękę!) Jeśli chcasz mojej opinii, to wygladasz jak wytapetowana masa kompleksów na szczudłach, która wiecznie wypuszcza z siebie chmury śmierdzących gazów. Wioniesz tym w stronę każdego z potencjalnych rozmówców w nadziei że zwróci na ciebie uwagę. I wtedy staje się cud! On odpowiada, a wtedy sama znajdujesz się w oparach odchodów gotowanych w moczu! Teraz zaczyna się prawdziwa magia połączenia międzyludzkiego: będziecie próbować przesmrodzić jedno drugie, w nadziei że uzyskacie dodatkową uwagę. Oczywiście do tych waszych zakutych pał żadną miarą nie trafi, że moglibyście to osiągnąć wnosząc coś wartościowego do życia drugiej osoby. O wiele ważniejsze są te wasze kloaczne perfumy, te wyziewy owrzodzonych wnętrz, poubierane w słowa mające spodobać się podobnym wam ludzkim wysypiskom!
A teraz, durna pizdo, posłuchaj chwilę bo zrobię jednozdaniową przerwę od tego co pokazujesz i zamiast tego skoncentruję się na tym kim jesteś. Widać że jesteś inteligentna i widać że jesteś wrażliwa (gdybyś przestała skupiać się na najprymitywniejszych przejawach ludzkiego ducha -- tak, tym jest ten twój gloryfikowany ból), że wystarczyłoby abyś zrobiła coś z tym co w tobie jest "nie tak". I w tym punkcie cała twoja (daj Boże) ludzka wspaniałość rodzi, zamiast najczystszych idei, jedynie te skisłe upławy.
Ale jeśli cztery z pięciu narządów zmysłów znajdują się w dupie, czego lepszego można oczekiwać?

Przykład drugi (opisujący przypadek drugi): gratuluję twórczości, tępy chuju! Stworzyłeś komiks. Ba, nie byle jaki komiks -- inteligentny, wrażliwy, czasem dekadencki, ironicznie pokazujący całą niesprawiedliwość świata. Przepraszam, jeśli mógłbyś na chwilę przerwać polerowanie pały i posłuchać tego co mam do powiedzenia: świat nie kończy się na tych większych dzieciakach, które w podstawówce kręciły ci wora. Właśnie wyzwoliłem twój umysł. To takie proste, powtarzaj za mną: świat nie ukręcił mi wora. I jak się z tym czujesz?
Oczywiście nie liczyłem że trafi. Przecież nie robisz tego wszystkiego aby tak naprawdę coś przekazać. Problem podobny jak u koleżanki wyżej: niedoruchany. Tyle tylko, że prawdopodobnie nie zdołał byś odnaleźć cipki nawet używając namierzania laserowego, ty zwisie dyndający.
A, pamiętasz tego "fura, skóra", którego sparodiowałeś w piątym odcinku? Wygrzeb spod stosu starych chusteczek za łóżkiem tę pozostałość ludzkiej godności i przyznaj się: robisz dokładnie to samo! Tylko, uważając się za żałosną namiastkę samczości, tak też postępujesz. Ci "puści" paradują pokazując swoje mięście, ty, jako "głęboki" paradujesz z tym swoim zwiotczałym przyrodzeniem, niczym jakiś zgrzybiały ekshibicjonista z jajami wiszącymi u kolan. Twoje przejęcie losem świata tak naprawdę nie sięga poza twój pokurczony żoładź, który tak rozpaczliwie chcesz wepchnąć w pierwszą chętną dziurę!
I to wszystko gdy tak naprawdę mógłbyś wziąć tę swoją obsesję -- pamiętasz, ukręcenie wora -- i najzwyczajniej w świecie coś z nią zrobić żeby pozbyć sie tego kompleksu. Nadal zajmowałbyś się sobą (ewidentnie najciekawszym dla ciebie obiektem w galaktyce) a być może wreszcie byłbyś w stanie uczynić podziwianie twojej "sztuki" czynnością przyjemniejszą i bardziej estetyczną niż rozdzielanie kukurydzy od marchewki w krawężnikowej rzygowinie.

Czas na smutny morał, panowie i panie: to nie nastąpi. Bo ani durna pizda, ani tępy chuj nie spróbują wyciągnąć głowy z dupy i wykorzystać swoich talentów w jakikolwiek twórczy sposób. Dlaczego? Bo świat jest pełen durnych pizd i tępych chujów, a oni potrafią docenić nic innego niż swoje rzygowiny.

Czy po tym wszystkim mogę dać morał pozytywny? Tak. Bo wreszcie ta jedna na sto d. p. czy t. ch. oleje wreszcie ten lęk przed niedocenieniem przez sobie podobnych i postanowi się wyrwać, nawet za cenę bycia jedyną taką na świecie. I kiedy tego już dokona, nagle zauważy że są inni którzy myślą podobnie. Owszem, niewielu, ale tu jeden wystarczy za stu dawnych. Ponieważ wtedy pozna tajemny smak prawdziwego porozumienia. I ten smak będzie wiazał się z pożywieniem, prawdziwym pożywieniem, za którym umierała w swoim dawnym świecie lizania przez szybę.
patrząc z pewnej odległości
2010-01-11 12:28:38
skomentuj 1
guh
Dzisiaj praktycznie cały dzień spędzony na grygraniu i filmach. "Tak jakoś" mi uciekł.
A teraz patrzę a tam buteleczka melisalu nietknięta od rana.

Junkie indeed :P
Dear diary...
2010-01-12 20:51:21
skomentuj 1